AeroDock — patrol z powietrza bez pilota na miejscu
SKADAR wykrywa cudze drony. AeroDock jest drugą stroną tej samej monety — lata własnymi, autonomicznie, prosto z hangaru w terenie. Dron sam startuje na alarm, przesyła obraz na żywo do przeglądarki dyżurnego i sam wraca do doku po baterię. Bez pilota stojącego w polu.
Dron, który mieszka w hangarze
Klasyczny lot dronem wymaga człowieka na miejscu: ktoś musi przyjechać, rozłożyć sprzęt, wystartować, wylądować, spakować. AeroDock zdejmuje ten wymóg. Dron mieszka w automatycznym hangarze (DJI Dock 3), zamkniętym i odpornym na pogodę, gotowy przez całą dobę. Na sygnał dach otwiera się, maszyna startuje w około 30 sekund, wykonuje zadanie i wraca sama — ląduje, ładuje akumulator i czeka na kolejne wezwanie. Nikogo nie ma przy miejscu wzlotu.

Od alarmu do interwencji — cztery kroki
Najlepiej widać sens systemu na nocnym dyżurze w obiekcie chronionym. Dyspozytor nie rusza się z centrum dozoru:
- Zdarzenie — centrala alarmowa wykrywa naruszenie strefy i sygnał trafia do AeroDock automatycznie, wprost z systemu włamaniowego albo z centrum dozoru
- Autostart — system wybiera najbliższy wolny dok, otwiera hangar, uwzględnia aktualne strefy przestrzeni powietrznej i wysyła drona zdefiniowaną trasą do punktu zdarzenia
- Obraz na żywo — dyżurny widzi w przeglądarce strumień z kamery, mapę z pozycją i telemetrię; jednym kliknięciem przejmuje ster albo przekierowuje maszynę
- Powrót i archiwizacja — po obserwacji dron wraca do hangaru i się ładuje, a pełny materiał z metadanymi trafia do archiwum zgodnie z polityką retencji
Wszystko w przeglądarce
Nie ma aplikacji do zainstalowania. Dyspozytor pracuje w oknie przeglądarki: mapa z położeniem każdego drona i hangaru, telemetria, stan i ładowanie baterii, alerty zdrowia urządzeń. Obraz z kamery leci na żywo do wielu obserwatorów naraz, z zapisem znakowanym czasem i pozycją — gotowym jako materiał dowodowy. W razie potrzeby dyżurny przejmuje sterowanie z przeglądarki, łącznie z awaryjnym zatrzymaniem; opcjonalnie może podpiąć zwykłego pada do gier przez Bluetooth.
Trasy planuje się klikając punkty na trójwymiarowej mapie z budynkami. Zanim misja pójdzie w powietrze, system sam sprawdza ją pod kątem kolizji — z budynkami, liniami wysokiego napięcia i masztami (wysokość pylonów szacowana z napięcia linii) oraz naruszenia stref kontrolowanych lotniska. Gotowe szablony misji — patrol perymetru, orbita wokół punktu, inspekcja liniowa, nalot mapujący — startują według harmonogramu.

Sztuczne oko
Sam obraz to jedno; AeroDock potrafi też patrzeć za dyżurnego. Analiza w czasie rzeczywistym wykrywa w strumieniu z drona osoby, pojazdy i zwierzęta — ramki obiektów nakładane są na żywo, około 30 milisekund na klatkę. Cztery tryby: podgląd, ochrona z automatycznym alarmem, zliczanie obiektów i wykrywanie anomalii. To zamienia „ktoś musi patrzeć na dziesięć ekranów naraz” w „system sam podniesie alert, kiedy będzie na co patrzeć”.
Gdzie to lata
AeroDock zastępuje obchodowy patrol tam, gdzie obszar jest większy niż zasięg kamery stacjonarnej, a mniejszy niż uzasadnienie dla śmigłowca:
- Ochrona obiektów — patrole nocne, reakcja na alarm z centrali, weryfikacja zdarzeń z kamer stacjonarnych
- Infrastruktura krytyczna — inspekcje linii przesyłowych, gazociągów, torów i ujęć wody; planowe przeloty dokumentujące stan i alarmowe reagowanie na awarie
- Przemysł i logistyka — inwentaryzacja składowisk, kontrola perymetru, monitoring stref o ograniczonym dostępie bez zatrzymywania produkcji
- Samorząd i służby — monitoring imprez masowych, wsparcie straży, obserwacja granicy; materiał z lotu gotowy jako dowód
Trzy modele, dane u siebie
Ten sam pulpit i te same funkcje można uruchomić na trzy sposoby, zależnie od polityki bezpieczeństwa klienta: w polskiej chmurze prowadzonej przez zespół, jako gotowe urządzenie postawione lokalnie w obiekcie (działa bez łącza do internetu — wybór wojska i infrastruktury krytycznej), albo w pełni we własnej serwerowni klienta. W każdym wariancie nagrania i dziennik zdarzeń zostają tam, gdzie mają zostać. To akurat nie jest slogan — dla obiektów, o których tu mowa, suwerenność danych bywa warunkiem wstępnym rozmowy.
Czemu to trafia na mój blog
Bo to znów krótkofalarstwo w przebraniu. Pod spodem AeroDock to telemetria, łącza radiowe, obraz z eteru i pulpit dyspozytorski — a ten ostatni ma nawet klasyczne PTT: żeby odezwać się do innego dyżurnego, przytrzymujesz klawisz, mówisz, puszczasz, dokładnie jak w radiu. Ta sama dyscyplina łączności, którą od lat ćwiczę na TETRA, siedzi tu w środku. I ładnie domyka się z SKADAR-em: jeden system lata własnymi dronami, drugi wykrywa cudze — dwie strony tego samego nieba, obie rozwijane zespołem SP8MB w ramach InterOne, w całości w Polsce.